piątek, 11 listopada 2011

PODPATRZONE-UCHWYCONE

Kolejna FOTO-SONDA! Tym razem zdjęcia z EUROTRIP dobrane w kategorii "PODPATRZONE-UCHWYCONE". Głosujcie na zdjęcie, które jest po prostu najciekawsze!!!

1. Wenecja: włoska mafia imprezuje na środku "ulicy", stoły uginają się pod stertą jedzenia i schłodzonych szampanów, a wszystko to na oczach przechodniów - totalny luzik

2. Wenecja: para Włochów na gondoli, Pan - nie traci czasu - nawet mi pozuje ;P

3. Wenecja: włoskie kobity na plotach (nieco zaskoczone facetami z Polski) ;)

4. Barcelona: "wieczór kawalerski" po Hiszpańsku na ulicach Barcelony

5. Barcelona: hiszpański ślub

6. Barcelona: knajpka z klimatem

7. Pireneje: konie zażerają klomby

8. Dune du Pyla: golasy latają po plaży

10. Paryż: oiękna francuska policjantka kieruje ruchem

11. Paryż: Francuz w ekstazie łapania ostatnich promieni słońca

12. Paryż: świadkowa pary młodej krytykuje dekoracje limuzyny ślubnej

13. Paryż: kot zaprasza do kawiarni na Montmarte


poniedziałek, 24 października 2011

CAMPING: POD BERLINEM

Camping Riegelspitze >>>strona www


Pobyt na tym campingu był zasadniczo "techniczny" i nie mieliśmy okazji dokładnie poznać jego zalet. Położony nad jeziorem - mała plaża, sprzęt pływający. Przestronny. Wysoki standard toalet, w których pachniało i grała muzyka relaksacyjna.

NASZ KOSZT*: 41,50 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

sobota, 22 października 2011

CAMPING: AMSTERDAM

Camping Vliegenbos >>>strona www


Camping położony w doskonałej lokalizacji: w samym Amsterdamie! Blisko stacji metra, którym można dojechać do samego centrum. Panuje tutaj bardzo sztywna amtosfera i żelazna zasady, których pilnują Helga i Heinz z obsługi campingu!

Camping jest dość ciasny. Miejsca postojowe są wymierzone od linijki. Nie można stawiać campera gdzie się chce (jak to miało miejsce na poprzednich campingach) tylko w miejscu ściśle określonym pomimo, że wolnych stanowisk jest full... Można być pewnym, że Helga dopilnuje, aby było dokładnie tak jak ma być - łącznie z instrukcją parkowania w danym miejscu.

Po sezonie (we wrześniu) na campingu było pusto. Mieści się tu 1 pawilon łazienkowy, ładny i czysty. ALE - O ZGROZO - prysznice są na ŻETONY - czyli płacimy extra!!!

Internet bezpłatny - sieć dostępna w restauracji, sięga do camperów!
Na miejscu sklepik i bar - był nieczynny we wrześniu.

NASZ KOSZT*: 41,50 EURO / 1 DOBA + żetony na prysznic (0,75 euro / 5 minut)
*5 osób i camper

piątek, 21 października 2011

CAMPING: PARYŻ

Camping Bois de Boulogne >>>strona www


Camping położony w doskonałej lokalizacji: w samym Paryżu! Spod campingu kursuje płatny autobus, którym można dotrzeć w okolice centrum, innym rozwiązaniem jest 20-to minutowy spacer wzdłuż ulicy przy stadionie, a potem całkiem urokliwymi uliczkami dociera się do najbliższej stacji metra. Camping umiejscowione jest nad Sekwaną. Jest duży, ale ciasny. Nawet po sezonie było sporo gości. 2 pawilony łazienkowe, bez szału co do standardu (pojęcie "elegancja Francja" w tym wypadku ODPADA!), wręcz dość słaby standard. Łazienki są stare i narażone na tłumy! Internet bezpłatny, ale brak sieci, tylko można skorzystać z dwóch komputerów w recepcji - słabo! Na miejscu sklepik i kawiarnia z pizzerią.





NASZ KOSZT*: 52,45 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

czwartek, 20 października 2011

CAMPING: POD BORDEAUX

Camping Panorama du Pyla >>>strona www


Camping IDEALNY - polecam WSZYSTKIM bezwzględnie. Rodziny z dziećmi znajdą tu animacje, basen dla dzieci, przepiękną plażę; poszukujący spokoju docenią położenie na uboczu - daleko od zgiełku miasta; poszukiwacze przygód skorzystają z kąpieli w oceanie (w zatoce) lub przelecą się paralotnią z wydmy Dune du Pyla.



Camping duży i przestronny. Położony w lesie sosnowym na skrawku wydmy z nieziemskim widokiem na zatokę i ocean. "Elegancja Francja" w najlepszym wydaniu: czyściutko i pachnąco, kilka nowych pawilonów z łazienkami, pralnia, restauracja, bar, barek przy basenie, sklep spożywczy, basen odkryty (i 2 mniejsze dla dzieci), zdjeżdżalnia, boisko, korty, miejsce do animacji - różne animacje dla dzieci, dla dorosłych w restauracji wieczorem: np. muzyka na żywo. Internet płatny, drogi. Znaczna odległość do najbliższej miejscowości. Camping położony nad oceanem, ale przy zatoce, więc fale są niewielkie. Plaża jest przepiękna, ciągnie się kilometrami i w górę tworząc największą wydmę w Europie: Dune du Pyla.





Wikipedia:
"Wielka wydma Piłata (fr. la Dune du Pilat) - jest największą, pod względem objętości piasku i wysokości, wydmą w Europie.
Jest położona w La Teste-de-Buch, w odległości 60 km od Bordeaux. Nazwa pochodzi od Pyla (ta z kolei od biblijnego Piłata) które jest częścią La Teste-de-Buch. Wydma składa się z około 60'000'000 m³ piasku. Rozciąga się na długości 2,7 km (w kierunku północno-południowym) i szerokości 500 m (kierunek wschód-zachód). Ma wysokość 110 m, która stale wzrasta. Wydma również przemieszcza się w tempie 5 m/rok. Wielka wydma Piłata jest jedną z 1500 wydm w tym rejonie Francji."


NASZ KOSZT*: 34,75 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

NAJTAŃSZY A ZARAZEM NALEPSZY CAMPING NA NASZYM EUROTRIP!!!

czwartek, 13 października 2011

CAMPING: BARCELONA

Camping Masnou w El Masnou >>>strona www


Camping położony w doskonałej lokalizacji: 30minut od centrum Barcelony, gdzie można dostać się kolejką, której stacja znajduje się 10 minut spacerkiem od campingu. W tej samej odległości plaża. Camping dosyć ciasny. 2 pawilony z kibelkami, 1 pawilon prysznicowy. Standard przeciętny. Internet bezpłatny w barze. Na miejscu także sklepik i basen otwarty.

NASZ KOSZT*: 54 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

niedziela, 9 października 2011

CAMPING: POD SAINT TROPEZ

Camping La Traille w Cavalire Sur Mer >>>strona www



Camping ukryty wśród drzew. Dosyć ciasny, nawet we wrześniu. Położony 15 minut spacerkiem od portu i plaży w Cavalire Sur Mer. 1 pawilon kibelkowy na cały camping, standard "elegancja Francja", tzn: czyściutko i pachnąco lawendą, nowe i ładne toalety. Internet płatny.

NASZ KOSZT*: ok.45-50 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

sobota, 8 października 2011

CAMPING: LAZUROWE WYBRZEŻE

Parking dla camperów w Finale Ligure
(www - brak)


Miejsce w typie - minimum wygód maksimum widoków. Wyłącznie dla camperów, bo brak toalet!
Tzw łazienka jest na wolnym powietrzu: prysznice to rury wystające z betonu, dwa zlewy i wieszak. Za to widoki nieziemskie: morze, skały i miasteczko Finale Ligure. O dziwo jest camper-service. Do plaży miejskiej i na targowisko spacer 10 minut.

NASZ KOSZT*: 9 EURO / 1 DOBA (w zasadzie płaci się za widok)
*5 osób i camper

piątek, 7 października 2011

CAMPING: WENECJA

Camping RIALTO >> strona www



camping w położony w zielonym zagajniku. Fajna lokalizacja: 15 minut autobusem do Wenecji. Przystanek autobusowy pod samym campingiem. W odległości 5 minut Lidl.
1 pawilon kibelkowy na cały camping, standard względny, tzn: brak dech sedesowych, lekki syf. Na terenie campingu sklep i pizzeria. Pyszna włoska kawa z ekspresu. Internet płatny na godziny.

NASZ KOSZT*: 42,50 EURO / 1 DOBA
*5 osób i camper

czwartek, 29 września 2011

SPEKTAKULARNY WIDOK

Witajcie!

Jeśli myśleliście, że to już koniec naszego blogowania, to się grubo myliliście. Nad tym blogu jeszcze będzie się działo! Będą podsumowania, wskazówki, wspomnienia i inne ciekawostki. Tymczasem zapraszam do głosowania na NAJBARDZIEJ SPEKTAKULARNY WIDOK!

OTO NOMINACJE:

1. Wenecja w błękicie

2. Port w Wenecji

3. Wschód słońca na Lazurowym Wybrzeżu

4. Jachty na Lazurowym Wybrzeżu

5. Barcelona z Tibidabo

6. Pireneje

7. Dolina w Pirenejach

8. Wielki błękit

9. Piaski na wietrze

10. Idealny Zachód

11. Panorama Paryża

12. Wschód księżyca



niedziela, 18 września 2011

18 września

Camping pod Potsdamem nie zrobił na nas szczególnego wrażenia. Wczoraj zrobiliśmy sobie mały wieczorny spacerek, wzdłuż alejek gdzie podziwialiśmy pudła przyczep. Jezioro jak to jezioro – coś w typie Miedwia. Jedyne co było warte uwagi to kibelki – pachnące i nieskazitelnie czyste z muzyką relaksacyjną. CZAD. Pogoda ewidentnie dała nam się we znaki, że czas wracać, bo zaczęło lać. Tak też ogarnęliśmy się i wyruszyliśmy w ostatnią wspólną drogę podczas tej wyprawy – kierunek SZCZECIN!

sobota, 17 września 2011

17 września

Ostatni dzień zwiedzania za nami, więc dalszą wyprawę należy nazwać już powrotem do domu. Do Szczecina z Amsterdamu: 800 km. Rozpoczęliśmy więc demokratyczną dyskusję czy udałoby nam się zrobić trasę w 1 dzień i jeszcze dzisiaj pójść spać do własnych (przynajmniej niektórzy) łóżek. Pojawiły się jednak kuszące głosy o ewentualnym możliwym nocowaniu na campingu pod Potsdamem nad jeziorem. Wszystko wyjaśni się w trasie, która zweryfikuj które nasze możliwości… Aktualnie jest godzina 17:07 i jesteśmy w okolicy Hannoveru.
Po kilku kolejnych godzinach drogi niemieckimi autobahnami doszliśmy do wniosku, że o dziwo mamy jeszcze siłę na zieloną noc poza domem, a niekoniecznie mamy chęć na rozpakowywanie się po nocy w Szczecinie, w związku z tym wieczorem zajechaliśmy na camping pod Potsdamem, gdzie do późnych godzin nocnych oglądaliśmy filmy z naszej podróży, wspominając co lepsze przygody i tęskniąc za krajobrazami z błękitnym morzem i palmami.

piątek, 16 września 2011

16 września relacja

Jesteśmy w Amsterdamie. Jest zimno. Woda w prysznicach jest na czas, dodatkowo płatna (5min = 0,8euro). Na campingu panuje sztywna atmosfera. Ogólnie jest pusto. Wszyscy siedzą pozamykani w swoich wehikułach. Leniwie wywlekamy się spod ciepłych kołderek. Okazuje się, że polary, które zabraliśmy ze sobą i od początku wiszą w szafie – wreszcie okażą się bardzo przydatne!
W miasto zdołaliśmy wyruszyć przed południem, bazując na mapie z trasą turystyczną i cienkim przewodniku, ponieważ nikt z nas nie miał za bardzo pojęcia co można zobaczyć a Amsterdamie poza czerwonymi latarniami i osławionymi coffe-shops. Chociaż Amsterdam nazywany jest Wenecją północy, moim skromnym zdaniem, daleko mu do Wenecji, ze względu na wszędobylskie samochody i dużo mniej rozwinięty transport wodny. Fakt faktem, niewątpliwym urokiem Amsterdamu są rowery, na których ludzie jeżdżą wręcz stadami, a udogodnień dla nich (świetnie przygotowanych ścieżek rowerowych itp.) należy pozazdrościć!
Pozostając w temacie rowerów w Amsterdamie – większość z nich to typowe miejskie holenderskie rowery, których podstawowym wyposażeniem jest dzwonek, z powodzeniem używany jako postrach pieszych. Dzwonki można kupić w sklepach, ale także na „straganach” rowerowych, które można znaleźć na targowiskach. To niesamowite, ale na holenderskich targach są właśnie stragany z częściami do rowerów, gdzie w na stosach leżą dzwonki, łańcuchy i inne części wyposażenia rowerów. Poza częściami rowerowymi na amsterdamskim targu można spotkać sprzedawców staroci (np. porcelany lub blaszanych ozdobnych puszek albo starych okularów), a także m.in. sprzedawców akcesoriów maryśko podobnych (odzież z maryśką, lizaki o smaku maryśki, herbata z muchomorów etc). W czasie spaceru ulicami Amsterdamu spotkaliśmy wiele rowerów z zamontowanymi wielkimi skrzynkami na zakupy lub takie z wysuniętym przednim kołem i zamontowaną skrzynią z siedziskiem dla dzieci lub psów. Innym ciekawym wynalazkiem były śmieszne malutkie autka, które mogły jechać max 40km/h i poruszały się po drogach dla rowerów. Amsterdamczycy jeżdżą rowerami ubrani miejsko (nie sportowo), dziewczyny nierzadko jeżdżą w szpilkach, bardzo elegancko. Większość rowerów nie wyróżnia się od innych, standardowo są czarne, ale niektórzy dodatkowo je stylizują np. dekorując kierownicę naręczem sztucznych kwiatów, czy ekstrawaganckim dzwonkiem lub kolorową sakwą. Rowery są stawiane dosłownie wszędzie. Bardzo klimatycznie prezentują się na mostach, ale zwłaszcza w okolicach metra jest ich tak dużo, że trudno jest przejść.
Po spacerze obrzeżami Amsterdamu nasza ekspedycja przemaszerowała przez stare miasto i dzielnicę czerwonych latarni. Na koniec postanowiliśmy pozwiedzać miasto z pokładu środków komunikacji miejskiej ze względu na posiadane bilety dobowe. Uderzeni wonią unoszącej się w powietrzu marychy udaliśmy się na ostatnie powrotne metro do naszego campingu…

16 września

Dzisiaj przemierzaliśmy "Wenecję Północy" - relację napiszemy już w krótce, tymczasem kilka zdjęć:






czwartek, 15 września 2011

15 września relacja

Kolejny zimny paryski poranek obudził nas po ciężkim dniu zwiedzania. Nieśpiesznie wygrzebaliśmy się z campera, by ostatecznie jeszcze przed południem opuścić Paryż. Nasza droga wiodła dalej autostradami przez Belgię do Amsterdamu…

U bramy wjazdowej zastawionej nietykalnym szlabanem przywitaliśmy camping w Amsterdamie. Od razu zawiało chłodem – w aurze i klimacie. Nagle przy naszym camperze jak spod ziemi pojawił się długi chudy holender Hans w okularkach i na rowerze, rzucił hasło abyśmy udali się do recepcji, ale najpierw przesunęli łaskawie swój wehikuł za wyznaczoną linię. Ekipa ekspedycyjna ruszyła do recepcji, gdzie jak się okazało nie było żywego ducha, a Hans zniknął ze swoim rowerkiem za rogiem. Sytuacja była dla nas wyjątkowo niecodzienna – do tej pory na każdym campingu albo było pełno ludzi, zwłaszcza w okolicach recepcji życie wręcz tętniło, a jeśli zdarzyło się, że recepcja była „zabita dechami” jak pod Saint Tropez, wjazd na camping był swobodny i nieograniczonych żadnymi szlabanami! Jak się okazało, Holendrzy lubią pokazać, kto tu rządzi i musieliśmy pomarznąć trochę pod recepcją, zanim Hans nie pojawił się ponownie na swoim rowerku i nie otworzył podwoi recepcji. Gdy wreszcie w swej nieskończonej łasce znalazł chwilę czasu aby nas przyjąć, otrzymałam pokaz zasad porządkowych obowiązujących na campingu: np. że prysznice działają na żetony, że nie wolno rzucać kubków na przystrzyżoną trawkę oraz krótki instruktarz dotarcia do centrum Amsterdamu (że trzeba kupić bilety na komunikację miejską). Nie wiem czy bez tych cennych rad Hansa, dalibyśmy radę przetrwać (;)), ale kto wie ;). Jak się okazało, nie były to ostatnie instruktarze ze strony Hansa, który gdy tylko opuściłam recepcję wskoczył na swój amsterdamski rowerek i postanowił pokierować nas (miejsce znajdowało się kilka metrów dalej) do camper-serwisu. Następnie pałeczkę instruktorską przejęła jego starsza koleżanka Helga (Hans zapewne musiał po bardzo wyczerpującej pracy udać się wreszcie do hasz-baru), która niczym zwinna tonowa gazela także na rowerku, kierowała nas na stanowisko postoju (dotychczas kierowaliśmy się sami lub po ogólnych wskazaniach porządkowych na campingach). Helga asystowała nam do samego końca (dawała nawet wskazówki kierowcy jak ma kręcić kierownicą), aby dopilnować czy camper stoi równo pod kątem prostym do alejki i czy aby jego obecność nie wpłynie negatywnie na idealnie równo podstrzyżony trawniczek. Zszokowani zasadami panującymi na tym campingu byliśmy nieco onieśmieleni i na wszelki wypadek kabel podłączający campera do źródła zasilania został ułożony dokładnie pod kątem prostym na trawniku, tak aby Hans czy Helga nie poczuli dyskomfortu wynikającego z ewentualnej dysharmonii.
Jeszcze tego samego dnia wyruszyliśmy w miasto w celach zakupowych, poznając przy okazji zasady funkcjonowania amsterdamskiego metra. Zakupy okazały się wyjątkowo udane, ceny zdawały się być atrakcyjniejsze niż w poprzednio odwiedzanych przez nas krajach UE. Obkupieni wróciliśmy na campera na degustację narodowego holenderskiego trunku.

15 wrzesnia

Zaraz opuszczamy Paryz. Niestety ostatnimi dniami mamy utrudniony dostep do Internetu, wiec bloga maly nadzieje uzupelnic w Amsterdamie. POWDRAWIAMY!

środa, 14 września 2011

14 września

Uderzająco chłodny, ale słoneczny poranek przywitał nas nad Sekwaną. Paryż bardzo szybko przypomniał nam wszystkim, że lato, którego pełnię doświadczaliśmy jeszcze kilka dni temu w Barcelonie, już odeszło z tej części Europy. Położony nad rzeką, w całkiem urokliwym parku camping w Paryżu był dość przepełniony. Nie tracąc czasu postanowiliśmy wyruszyć na podbój miasta. Na początek półgodzinny spacer do najbliższej stacji metra, którym dotarliśmy w okolice Luwru, który zachwycił nas swoją monumentalnością! Kilka fotek i spacer ogrodami Jardin des Tuileries, pełnych romantycznych posągów, wygodnych zielonych krzesełek, przytulnych kafejek i zachwycających różowo-fioletowych rabat kwiatowych. Tak dotarliśmy do Placu de la Concorde, gdzie nie było już niestety karuzeli – młynu. Dalej pomaszerowaliśmy zatłoczonymi alejami Champs Elysees aż do Łuku Triumfalnego, skąd obraliśmy kierunek Wieża Eiffla, z przystankiem na paryskich bagietkach, które skonsumowaliśmy na Placu de Varsovie z widokiem na wieżę. Tutaj grupa się podzieliła: trio w składzie: Państwo K. i Tomasz ruszyli na Pola Marsowe, a Państwo H. udali się w odwiedziny do cioci Lili, która z niecierpliwością oczekiwała ich przybycia z rudą przyjaciółką: Weni, o której obecności nie mieliśmy zielonego pojęcia. Nasza wizyta na Rue Les Battignolles, należała niestety do rekordowo krótkich. Karolina zdążyła jeszcze wyprowadzić Weni na krótki spacer i udaliśmy się dalej na Montmartre, gdzie na Moulen Rouge czekała nasza ekipa. Montmartre potrafi odużyć swoim klimatem: romantyczne wąskie brukowane uliczki, schody ze stylowymi latarniami, urokliwe sklepiki z pamiątkami, galerie malarskie, gdzie można podejrzeć artyste w trakcie pracy, malutkie paryskie kafejki i restauracje z wnętrza których dobiegają dźwięki akordeonu. Po wspólnym odpoczynku u podnóża bazyliki Sacre-Coeur grupa ponownie podzieliła siły i każdy indywidualnie kosztował smaków dzielnicy Montmartre. Tomasz zgłębiał tajniki bazyliki, Państwo K. rzucili się wreszcie w wir zakupów pamiątek, a Państwo H. ruszyło śladami Amielie Poulain, by na koniec osiąść w francuskiej knajpce z biszkoptowym kotem, który rozsiadając się wygodnie na kolanach Karoliny uniemożliwił odejście. Skusiliśmy się jednak jedyne na deser – typowo francuski oczywiście – creme brulee.
Po zachodzie słońca całą ekipą wróciliśmy na Plac Trocadero by w romantycznych okolicznościach przyrody przy dźwiękach peruwiańskich fujar w akompaniamencie muzyki elektronicznej podziwiać iskrzącą nad miastem Więżę Eiffla. Tak zakończyliśmy intensywny paryski dzień. Do campingu wróciliśmy przed północą, nie mając już sił nawet na wieczornego urodzinowego Jacka, który co warto podkreślić został ostatecznie obalony, a jakiego cenne szkło spoczęło w paryskim śmietniku!