Jesteśmy w Amsterdamie. Jest zimno. Woda w prysznicach jest na czas, dodatkowo płatna (5min = 0,8euro). Na campingu panuje sztywna atmosfera. Ogólnie jest pusto. Wszyscy siedzą pozamykani w swoich wehikułach. Leniwie wywlekamy się spod ciepłych kołderek. Okazuje się, że polary, które zabraliśmy ze sobą i od początku wiszą w szafie – wreszcie okażą się bardzo przydatne!
W miasto zdołaliśmy wyruszyć przed południem, bazując na mapie z trasą turystyczną i cienkim przewodniku, ponieważ nikt z nas nie miał za bardzo pojęcia co można zobaczyć a Amsterdamie poza czerwonymi latarniami i osławionymi coffe-shops. Chociaż Amsterdam nazywany jest Wenecją północy, moim skromnym zdaniem, daleko mu do Wenecji, ze względu na wszędobylskie samochody i dużo mniej rozwinięty transport wodny. Fakt faktem, niewątpliwym urokiem Amsterdamu są rowery, na których ludzie jeżdżą wręcz stadami, a udogodnień dla nich (świetnie przygotowanych ścieżek rowerowych itp.) należy pozazdrościć!
Pozostając w temacie rowerów w Amsterdamie – większość z nich to typowe miejskie holenderskie rowery, których podstawowym wyposażeniem jest dzwonek, z powodzeniem używany jako postrach pieszych. Dzwonki można kupić w sklepach, ale także na „straganach” rowerowych, które można znaleźć na targowiskach. To niesamowite, ale na holenderskich targach są właśnie stragany z częściami do rowerów, gdzie w na stosach leżą dzwonki, łańcuchy i inne części wyposażenia rowerów. Poza częściami rowerowymi na amsterdamskim targu można spotkać sprzedawców staroci (np. porcelany lub blaszanych ozdobnych puszek albo starych okularów), a także m.in. sprzedawców akcesoriów maryśko podobnych (odzież z maryśką, lizaki o smaku maryśki, herbata z muchomorów etc). W czasie spaceru ulicami Amsterdamu spotkaliśmy wiele rowerów z zamontowanymi wielkimi skrzynkami na zakupy lub takie z wysuniętym przednim kołem i zamontowaną skrzynią z siedziskiem dla dzieci lub psów. Innym ciekawym wynalazkiem były śmieszne malutkie autka, które mogły jechać max 40km/h i poruszały się po drogach dla rowerów. Amsterdamczycy jeżdżą rowerami ubrani miejsko (nie sportowo), dziewczyny nierzadko jeżdżą w szpilkach, bardzo elegancko. Większość rowerów nie wyróżnia się od innych, standardowo są czarne, ale niektórzy dodatkowo je stylizują np. dekorując kierownicę naręczem sztucznych kwiatów, czy ekstrawaganckim dzwonkiem lub kolorową sakwą. Rowery są stawiane dosłownie wszędzie. Bardzo klimatycznie prezentują się na mostach, ale zwłaszcza w okolicach metra jest ich tak dużo, że trudno jest przejść.
Po spacerze obrzeżami Amsterdamu nasza ekspedycja przemaszerowała przez stare miasto i dzielnicę czerwonych latarni. Na koniec postanowiliśmy pozwiedzać miasto z pokładu środków komunikacji miejskiej ze względu na posiadane bilety dobowe. Uderzeni wonią unoszącej się w powietrzu marychy udaliśmy się na ostatnie powrotne metro do naszego campingu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz