poniedziałek, 12 września 2011

12 września

Nadszedł długo oczekiwany przez niektórych uczestników wyprawy – dzień relaksu (nazywany w kuluarach także dniem Łukaszka lub dniem lenia). Oznaczało to, że nie trzeba było wstawać wcześnie, tylko leniuchować ile wlezie! Tymczasem tylko Łukaszek wziął sobie tą możliwość do serca wszyscy pozostali wstali skoro świt, gdyż okoliczne atrakcje nie mogły zbyt długo czekać, a były to: należące do campingu baseny z kilkoma atrakcjami wodnymi (zjeżdżalnia, jacuzzi) i wygodnymi leżakami no i oczywiście, to co nas tu przyciągnęło: ocean i Dune du Pilat – czyli wydma – największa w Europie, długa na 2,7km i wysoka na 120m! Widok z terenu campingu był nieziemski: wspaniała, mieniąca się błękitem zatoka oceanu z wyspami piasku, które powstawały na wskutek przenoszenia przez wiatr piasku z Dune du Pilat, liczne jachty i motorówki mknące w oddali po zatoce, urokliwa złota plaża i majestatyczna wydma, która służy m.in. za doskonały punkt obserwacyjny i szybowisko dla paralotniarzy.

Państwo K. postanowili wybrać się z rana na spacer wzdłuż plaży do pobliskiej miejscowości w celach zakupowych, nie wiedzieli jednak, że spacerek stanie się sześciogodzinną wyprawą, która nie przyniesie pożądanego efektu: znalezienia odpowiednio zaopatrzonego w owoce i warzywa sklepu. Pobliska miejscowość okazała się bowiem kurortem bogatych mieszkańców Tuluzy, gdyż większość niej stanowiły wille z prywatnymi plażami. (KH)

*Powyższe informacje nie są do końca prawdziwe. Ja z Krzysztofem wybraliśmy się na spacer z samego rana, szliśmy wzdłuż wydmy, na której ludzie wyglądali jak mrówki. Zaś po drodze nie spotkaliśmy żywego ducha. Na plaży należące do pobliskiej miejscowości zobaczyliśmy mnóstwo jachtów, motorówek, łódek zacumowanych do bojek wzdłuż wybrzeża i prywatnych zejść na plażę. Poszwędaliśmy się po „centrum” w poszukiwaniu lodziarni, jednak wszystkie były otwierane o 14, tak też zpałaszowaliśmy małe co nieco w kawiarni. Sklepów nie było zbyt dużo, jednak udało się nam zakupić chlebek, owoce i warzywa, które Krzysztof targał całą powrotną drogę w plecaku!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (co za niewdzięczność…). W drodze powrotnej na plażach zagęściło się – można było podziwiać francuskie biusty i ochłodzić się w oceanie, co oczywiście uczyniliśmy. Jak doszliśmy do campingu Krzysztof dosyć niespodziewanie zmienił kolor na różowo-czerwony, z powodu niewinnie przygrzewającego słoneczka ;-). Jednak jego drobne cierpienia zostaną na pewno wynagrodzone godną pozazdroszczenia opalenizną. (JK)

W tym czasie Karolina z Tomaszem postanowili sprawdzić walory basenu. Tomasz postanowił przyłączyć się do grupy relaksacyjnej z jogi, a Karolina biła rekordy na niewielkiej basenowej zjeżdżalni. W tym czasie Łukasz świętował swój dzień (w mniemaniu żony marnotrawił cenny czas) śpiąc w camperze. Kiedy „grupa basenowa” postanowiła powrócić do campera, owego delikwenta tam nie było za to camper zawył alarmem na cały camping, gdy zaskoczona dwójka postanowiła otworzyć drzwi. Na szczęście Łukasz w końcu się odnalazł.

Głód zaczynał już doskwierać, tymczasem manager do spraw żywienia pozostawał poza zasięgiem walki-talki…(w tym czasie Państwo K. zorientowali się o powadze sytuacji czyli fakcie, że ich spacerek przerodził się w kilkugodzinną wyprawę). W związku z tym rolę naczelnego żywieniowca przejęła Pani H.

Po południu dwójką hardcorowców w dziedzinie spacerów powróciła do bazy, nieco potraktowana słońcem, ale z zakupami, choć nie do końca spełnionymi. Następnie cała grupa ruszyła na podbój basenu, a potem korzystać z uroków plaży, by na koniec wdrapać się na szczyt wydmy Dune du Pilat. Było to wymarzone miejsce na podziwianie zachodu słońca, który tego dnia był wyjątkowo malowniczy, wręcz idealny… Gdy tylko słońce zaszło mieliśmy okazję podziwiać wschód księżyca w pełni. W tych wyjątkowych okolicznościach przyrody francuskie wino smakowało niezwykle wybornie…
(KH)











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz