czwartek, 8 września 2011

8 września

Camper-Ekspresem przez Lazurowe Wybrzeże

7.30 – wschód słońca nad Morzem Śródziemnym lekko przesłonięty przez obłoki. Mały spacerek na punkt widokowy i pobliską dziką plażę, szybkie śniadanie. Wesoła drużyna ruszyła wykąpać się o poranku w morzu. Na pobliskiej plaży - piasek żwirkowy, dużo kamieni, spore fale, ale ta woda!!!! Temperatura wody idealna, zasolenie spore, ale dzięki temu bardzo łatwo się pływa – sama rozkosz o poranku. Po kąpieli głodnym wzrokiem rozejrzeliśmy za darmową łazienką, i tak Karolina wskoczyła do toalety, a Tomasz wykąpał pod prysznicem. Zaraz obok znajdował się targ, na którym obkupiliśmy się w świeże owoce, warzywa , ser kiełbasy i ryby – łososia i ekskluzywnego miecznika. Karolina usiłowała poderwać Włochów sprzedających sery. Po powrocie do obozu ruszyliśmy w dalszą podróż wzdłuż lazurowego wybrzeża. (JK)
Nie do końca rozsądnie wybraliśmy trasę wiodącą wzdłuż linii brzegowej – pięknie i malowniczo, ale tłoczno i powoli, przez co 130km do Monako zajęło nam zbyt dużo czasu. Niestety zapoczątkowało to pasmo niepowodzeń: w Menton okazało się, że parking który zaplanowaliśmy nie był przewidziany dla camperów i generalnie okolica była jak się później okazało mało przyjazna camperowiczom, ponieważ kolejne podeście do parkowania, tym razem w Monako zakończyło się fiaskiem – w całym Monako – był tylko jeden parking dla camperów i cały pełny!!! W efekcie najpiękniejsze miejscowości Lazurowego Wybrzeża zwiedziliśmy tylko z pokładu samochodu… Było czego żałować, ponieważ już same widoki, były nieziemskie: palmowe promenady nadmorskie, przystanie jachtowe, ekskluzywne butiki i knajpki, malownicze pałace i rezydencje na wzgórzach. W tej sytuacji zostaliśmy zmuszeni opuścić Monako i ruszyliśmy w dalszą podróż, już nie wybrzeżem, lecz autostradą, która okazała się wyjątkowo droga. W ten sposób dotarliśmy do Saint Tropez z nadzieją, że tu znajdziemy ciekawe miejsce na postój. Niestety i tym razem, nadzieja okazała się złudna i camping z wolnymi miejscami znaleźliśmy dopiero 30km dalej. Za to droga jaką przy tej okazji jechaliśmy była wyjątkowo urokliwa: mijaliśmy przepiękne winnice, lasy sekwoi, wypieszczone rezydencje milionerów…
Do campingu dotarliśmy o zmroku, choć nie obyło się bez niespodzianek, ponieważ, na wcześniejszych campingach nie było już miejsc, musieliśmy się sporo naszukać. Na szczęście nasz specjalny zwiadowca Tomasz opanował sytuację.
Wieczorem udaliśmy się na spacer do portu uroczego miasteczka pod Saint Tropez.
(KH)




1 komentarz: