O poranku – dzisiaj wszyscy wyspani! Nawet Karla Security zeszła ze służby, że nie słyszała nawet nocnego ataku śmieciary! Pada… Śniadanie i poranna toaleta. Wyruszamy ok. 9:20 – kierunek Wenecja przez Innsbruck. Wjeżdżamy na teren Austrii (;)) – w powietrzu unosi się nieprzenikniony zapach krowy milki. Niestety pogoda pozostawia wiele do życzenia. Urocze alpejskie wioski i pierwsze szczyty górskie spowite są w chmurach… Leje.
Zajechaliśmy do centrum Innsbrucku – widać mnóstwo starych kościołów oraz zamków na zboczach gór. Samo miasto, ani pogoda nie zachęciła nas do zagłębiania się w jego architektoniczne piękno, dlatego ruszyliśmy w dalszą drogę. Po pokonaniu zabójczego zakrętu i sprzątnięciu przewróconych sprzętów wjechaliśmy na obwodnicę miasta, gdzie można było podziwiać jego panoramę i skocznię narciarską.
Około 18:30 dotarliśmy do campingu pod Wenecją.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz