środa, 7 września 2011

7 września

Niegościnny Mediolan

Z Wenecji wyjechaliśmy zaraz po śniadaniu, Kierunek lazurowe wybrzeże.
Jechaliśmy spokojnie, bez przygód autostradą, z przystankiem nad Jeziorem Garda – malowniczo położonym , z widokiem na góry i przejrzystą błękitną wodą.

Następnie przyjęliśmy kierunek na Mediolan, zaparkowaliśmy blisko centrum i postanowiliśmy zjeść szybki obiad, gdy nagle pojawiła się obruszona cyganka, która stanowczo odradzała nam parkowania kampera w tym miejscu pod groźbą mandatu. Pokręciliśmy się chwilę po wąskich uliczkach, zaparkowaliśmy w innym miejscu, kończyliśmy już jeść obiad, gdy pojawiła się policja… Zakończyło się na upomnieniu, że możemy tu parkować tylko wówczas, gdy będziemy przebywać w kamperze, zatem postanowiliśmy popodziwiać Mediolan z okien samochodu. Przejeżdżając przez zatłoczone miasto dało się zauważyć nowoczesną zabudowę, liczne sklepy, przemierzających po chodnikach elegancko ubranych ludzi i kilka zabytkowych obiektów oraz ulubiony przez Karolinę uroczy kanał.



Klocek z widokiem na morze

Ruszyliśmy dalej i naszym oczom ukazały się zapierające dech piersiach widoki: góry, morze oraz miasta i miasteczka położone pomiędzy. Trasa, którą jechaliśmy znajdowała się na licznych wysokich mostach przeplatanych tunelami. Gdy biedny Łukasz męczył się za kierownicą, my otworzyliśmy wino i rozkoszowaliśmy się widokami. W końcu dojechaliśmy na parking, nie było to jednak takie proste i nasz niestrudzony kierowca musiał zawracać „na 4” w ekstremalnych warunkach. Położenie parkingu było wyjątkowe, ponieważ znajdował się on nad samym morzem, z widokiem na okoliczną miejscowość i punktem widokowym na pobliskiej skale. Można było rozstawić stół i jeść posiłki z widokiem na morze, podziwiać z okna samochodu wschód słońca, a w nocy słyszeć szum wal i czuć morską bryzę. Jednak nie obyło się bez pewnych niedogodności, gdy okazało się, że jedyna cywilizowana toaleta znajdowała się na nieczynnej już stacji benzynowej, prysznicem okazały się 2 natryski na powietrzu, a o campserwisie lepiej nie wspominać Sytuacja zmusiła nas do wieczornego wypadu na pobliski punkt widokowy, bynajmniej nie w celu zwiedzania … Na misje pierwszy udał się Tomasz, zabrał niezbędny sprzęt - latarka + papier toaletowy i wyruszył w jedyne pobliskie krzaczory, a tam jego oczom ukazał się las „kretów papierzaków”… O tych traumatycznych przeżyciach nie za bardzo chcemy mówić, zastawmy to już za sobą… (JK)

1 komentarz:

  1. Diskuś na tym górnym zdjęciu wyglądasz jak z boys bandu jakiegoś;*

    OdpowiedzUsuń